Home

Kto promuje i kształtuje pozytywny wizerunek Kielc? W najmniejszym stopniu ten do kogo kompetencji ta przyjemność należy. Od kilku lat nie ma wyodrębnionej w Urzędzie Miasta komórki odpowiedzialnej za promocję. Nie ma też usług zleconych w tym zakresie zawodowcom. Prezydent Lubawski raczył był pozbyć się ostatniej deski ratunku i wziąć ster w swoje ręce. Dryfujemy zatem po nieznanych prawdziwym wilkom morskim mieliznach na spotkanie z górą lodową.

W pierwszym półroczu 2012 roku. Ratusz wydał trzy miliony złotych na promocję. Prawie połowę z tego na turystykę, a resztę na kulturę i sport. W ramach turystyki miasto brało udział w targach, zakupiło różnego rodzaju albumy o Kielcach i okolicy, a także zamieszczono kilka artykułów w publikacjach turystycznych. W tym zakresie miasto uiściło jeszcze składkę do Regionalnej Organizacji Turystycznej Województwa Świętokrzyskiego w kwocie prawie 50 tys. zł. I to jest chyba najbardziej efektywny wydatek w budżecie promocyjnym, gdyż nikt inny jak właśnie ROT pokazuje piękne oblicza Kielc w kontekście stolicy Gór Świętokrzyskich. Choćby przez emitowany w TVP2 „Sabat czarwonic” i inne.

Lećmy dalej, pozycja: zakup albumów i książek – wydatki w kwocie prawie 97 tys. zł. Miejscy „specjaliści” promocją nazywają zakup książek: „Gniew Meleghorna. Opowieści z Boraanu”. Bez komentarza. Autor (chapeu bas) jest kielczaninem, to tyle co można powiedzieć, żeby usprawiedliwić zakupy w systemie „chybił (nie)trafił”. Mamy tu jeszcze „Śladami cieni. Przewodnik po żydowskich Kielcach” – to przynajmniej coś o Kielcach (żydowskich). To doskonale łączy się z pieniędzmi przeznaczonymi na Kieleckie Spotkania Chrześcijańsko-Żydowskie. Niestety to jedyny i mocno naciągany przykład konsekwencji w działaniach pseudopromocyjnych.

Gadżety. Płyta kieleckiego twórcy jazzowego – dobrze, że muzyk gra taki gatunek, bo to „konik” Prezydenta Lubawskiego. Inne gatunki i twórcy pozostają bez szans. Koszulki z logo itd. – Ok, przydaje się na stoiskach targowych, ale już zakup materiałów filmowych zamieszczanych na stronie urzędowej ITV Kielce… w celu promocji Kielc… To jest coś, co budzi u mnie poważne wątpliwości od czasu durnego „Don’t give up, you are in Kielce”. Idea promowania Kielc wśród kielczan, czyli kiszenie możliwości we własnym sosie. Parastrategia, czyli mówienie do Kielczan, że Kielce są świetne. Tylko co z tego wynika? Komunikacja wewnętrzna? Myślę, że zupełnie nic, a nawet jeśli coś to i tak nikt w Urzędzie Miasta nie wie co. Marketing i jego narzędzia to pojęcia obce w magistracie, więc wyników badań w tym zakresie nie zobaczymy.

Co jeszcze mamy ciekawego w działaniach promocyjnych? Niezły „kwiatek” to zakup biletów wejściowych dla uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych na mecze Ekstraklasy w ramach rozgrywek piłki nożnej mężczyzn, w kwocie ponad 11 tys. zł. Sama inicjatywa super, ale co u licha ma to wspólnego z promocją? Podobnie organizacja uroczystości pod nazwą „Nagrody Miasta Kielce”, w kwocie ponad 400 tys. zł. Co to za promocja? Kasa wyleciała w promocyjny niebyt. Przy czym podkreślam , że niektóre wydatki były pożyteczne, ale nie powinny być finansowane z pieniędzy na promocję, bo z promocją nie mają nic wspólnego.

Wszystkie wydatki promocyjne Kielc to doraźne zakupy weekendowe. „Fachowcy” z Urzędu Miasta zachowują się jak bogaci i pijani klienci w chińskim (tak w chińskim!) sklepie „1001 drobiazgów”, a nie jak osoby odpowiedzialne za marketing stolicy województwa. Biegają od półki do półki i kupują bez racjonalnego uzasadnienia tandetne błyskotki wmawiając sobie i nam, że to ważne, że to promocja Kielc. Brak badań marketingowych, spójnej i długofalowej strategii, badań ewaluacyjnych, wiedzy, zasobów ludzkich – to są największe grzechy. Żenada, przykro być tego świadkiem, a zarazem litość zbiera na godne pożałowania próby wpisania nieudolności oraz braku wiedzy w marketing terytorialny. Cały pan i jego kram w pełnej krasie.

Co dalej? Najlepiej powołać komórkę ds. promocji Kielc, zatrudnić tam ludzi, którzy znają się na tym. Wspomagać się profesjonalnymi agencjami, które na marketingu miejsc „zjadły zęby”. Recepta prosta, krótka i skuteczna, a zarazem mieszcząca się w tym samym budżecie.

Advertisements

12 thoughts on “„Don’t give up” to promocja Kielc

  1. Oczekiwać że wydatki będą rozdysponowane z sensem przez osoby, które na promocje patrzą przez pryzmat własnej osoby i „znają się na internecie bo onet czytają” albo robią muzyczną promocję bo „jazz lubią” jest naiwnością. I na nic tu się zdadzą profesjonalne lub niekoniecznie agencje bo te i tak na koniec muszą się przypodobać dysponentom budżetu. Ludzie z komercyjnym doświadczeniem są potrzebni, którzy za konwersje wydatku na użytkownika/turystę/inwestora itd itp będą rozliczani. W czym problem? Tacy ludzie nie będą w samorządzie pracować.

  2. Pytanie, czy autor wpisu zjadł żeby na marketingu miejsc, bo po wpisie wnioskuję, że chce wyraźnie robić sie na specjalistę w tym temacie…

    • Anonimie, celem wpisu nie było, jak piszesz „robić się na specjalistę”, ale wyrażenie własnej, opinii na temat tego co wyprawiają władze Kielc w zakresie promowania miasta. Możesz uznać, że powyższa opinia jest specjalistyczną bądź nie jest. Dodam, że wiedzę jak i doświadczenie z zakresu marketingu posiadam, pracuję od lat w tym zawodzie. Przyznam, że marketing terytorialny nie jest specjalizacją którą się zajmuję, ale jest marketingiem. :)

  3. Odnośnie tego co napisał Pan na blogu – zgadzam się w 100%. Sam mogę dorzucić trochę obserwacji do tematu – tylko ROT(przy udziale Urzędu Marszałk.) tak naprawdę zajmuje się promocją miasta. Wspomniał Pan o wyjazdach na targi – swego czasu Panowie z UM potrafili otworzyć stoisko dwie godziny po otwarciu targów, bo leczyli kaca:D..a jak go juz lekko podleczyli to szli na zaplecze gdzie nabawiali się nowego:D..oczywiscie nikt nie potrafił zadnego słowa po niemiecku czy tam angielsku (targi odbywały się w Berlinie). Podsumowując – lepiej chyba calkiem zrezygnować ze stoiska kieleckiego – skoro tak ma wyglądać. Wystarczyłby sam ROT.

    Któregos dnia wybrałem się do UM na Strycharskiej po materiały promocyjne dotyczące Kielc. I cóż dostałem – siatkę wypełnioną ulotkami odnosnie żydowskich miejsc pamięci w Kielcach, w dodatku połowa była po hebrajsku :D:D….
    Ręce opadają, nie jestem antysemitą ale rozdrapywanie kwestii żydowskiej to „antypromocja” a nie promocja.

    Kolejny koszmarek to Świeto Kielc.Gdy w tym roku szedłem Sienkiewką w czasie tegoż „święta” najbardziej zanteresowały mnie nowe samochody kieleckich dealerów:D:D..tak naprawde tylko „Sabat Czarownic” pociągnął jako tako to święto , aczkolwiek z jednym małym zgrzytem. Tylko max 400 biletów było do zdobycia dla zwyklych mieszkancow Kielc. Reszta była rozdawana urzędnikom – to trzeba zmienić, gdyz dochodzi do chorych sytuacji gdzie ludzie handlują wejsciowkami na allegro po 150 zł:D..

    Jako ze pracuję w dziale graficznym, nie bez echa obiła się u nas sprawa plakatu promującego Święto Kielc Do tej pory w żartach przywołujemy ten chyba najbardziej kiczowaty twór w historii grafiki:) Zreszta sprawa ta na pewno jest Panu znana – byl na ten temat takze artykuł w GW. Wstyd że taki stworek promował świeto naszego miasta.

  4. Problemem jest rezultat takiego działania miasta. Czy w Kielcach w przeciągu ostatnich 3 lat powstałą jakaś całkiem nowa firma zatrudniająca powyżej 100 osób? Tu nikt nie inwestuje bo tu się buduje stadiony i filharmonie za nasze pieniądze. Na przygotowanie infrastruktury pod inwestycje już nie ma czasu bo kadencja trwa tylko parę lat. Tylko kto i za co będzie chodził na te rozrywki. Kielce to nie jest Palma de Mallorca tu się z turystyki nie wyżyje. Jak ktoś jest bardziej zaradny to wyjeżdża z Kielc za pracą. A największym marzeniem absolwentów naszej fabryce bezrobotnych in Kochanowskiego jest zostać urzędnikiem. Wszystko wygląda ładnie pięknie wyremontowanie, ale jeżeli ktoś ma trochę pojęcia o biznesie to od razu widzi jaki w Kielcach jest „Kibel” gospodarczy. Pan Lubawski woli słuchać jazzu….Aha i nie wiem na ch.. nam ta druga galeria???

  5. Jasne na co 2 duże galerie w Kielcach jak tu nic już nie ma sensownego ,pracy w ogóle i kto tu będzie żył i za co ,tylko urzędnicy zostaną i urzędy.Przez taką chorą politykę ci co mieli jeszcze jakieś miejsca pracy jak ja w sklepikach -popadali.TO KONIEC.To już tylko jest faktycznie SABAT CZAROWNIC I CZAROWNIKÓW.Sienkiewka,latarnie,pomniki…..bla,bla,a gdzie są ludzie?Uciekają stąd żeby nie zdechnąć z braku czegokolwiek(pracy,mieszkań,perspektyw…itp),więc te galerie stały się jedynym punktem rozrywki dla tych co pozostali, o czym to świadczy?Jak widać samo życie to weryfikuje,nic w naturze nie oszukasz!!!

  6. Pingback: Czy promocja Kielc powinna być zakazana? | MARCIN CHŁODNICKI blog

  7. Z tego wpisu widać, że jest Pan leszczem i ignorantem. Płyta jazzmana, o którym Pan pisze to dzieło Włodka Pawlika-laureata Grammy. Tyle w temacie

    • Panie Piotrze, któryś zaczął od epitetów w moją stronę – to, że Włodek Pawlik jest wielki (bo jest!) nie oznacza, że promocja miasta ma polegać tylko na kupowaniu jazzowych płyt przez Urząd Miasta. Proszę uważnie i ze zrozumieniem czytać wpis: „Płyta kieleckiego twórcy jazzowego – dobrze, że muzyk gra taki gatunek, bo to „konik” Prezydenta Lubawskiego. Inne gatunki i twórcy pozostają bez szans.”. Proszę się zastanowić czy deprecjonuję laureata Grammy, a czy ubolewam nad tym, że Włodkowi Pawlikowi się fartnęło, bo akurat taką muzykę lubi Pan Prezydent? Działania marketingowe nie powinny polegać na farcie lub jego braku. W tej mierze leszcza Pan ze mnie nie zrobisz. Mimo wszystko dziękuję za wpis. Dzięki niemu mogłem zagwarantować o moim szacunku dla twórczości WP.

  8. A MOŻE ZACZĄĆ OD PROSTYCH POMYSŁÓW:
    1. Jaka woda jest serwowana gościom na stołach podczas obrad Rady Miasta, w urzędach: miejskim , wojewódzkim, marszałkowskim?
    2. Jakie przedmioty i z czego wykonane są gadżety reklamowe i promocyjne przeznaczone dla gości? Mamy wspaniały krzemień pasiasty, piękne kamienie półszlachetne, znakomite wyroby rękodzielnicze i rzemieślnicze, wyborne produkty regionalne itd, itp.
    3. Gdzie są wykonywane materiały reklamowe: wydawnictwa, gadżety, koszulki itp.? Poza tym, że nasze miejscowe firmy naprawdę potrafią to zrobić, to jeszcze podatki płacą na miejscu.
    4. Co daje najlepsza promocja na targach turystycznych w kraju i za granicami jeśli nie idzie za tym infrastruktura: właściwie oznakowane drogi dojazdowe, punkty informacyjne przy wjeździe do miasta z każdej strony, tablice informacyjne w strategicznych punktach miasta, wszechogarniający brud i śmieci w centrum (i nie tylko), okropny stan reklam i szyldów na budynkach, można by jeszcze długo wymieniać.
    5. Uaktualnianie informacji na portalch internetowych – jest ich naprawdę sporo – aktualnie jest to chyba najlepsza forma pozyskiwania informacji o planowanych przez turystów trasach i miejscach.
    Na razie tyle.

  9. Pan raczył się upomnieć o innych artystów kieleckich. Oni samych siebie pozbawiają szans na jakąkolwiek płytę ze względu na mierny poziom (od)twórczości.
    Z Pana wpisu wynika, że płyta Pana Pawlika była kupiona wyłącznie dlatego, że Pan Lubawski jest koneserem jazzu. Gdyby tak nie było, to we wpisie umieściłby Pan nazwisko Pawlik. To niezwykle łatwe do odczytania jaki miał być komunikat.

    • To jest Pańska ocena kieleckiego dorobku muzycznego. Dość kontrowersyjna i krzywdząca wielu muzyków. Pozwolę sobie nie drążyć tematu. Zwłaszcza, że to wątek o żenującej nieudolności władz w promowaniu miasta, a nie o ocenie muzycznego dorobku kieleckich twórców.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s