Home

Kilka dni temu rozgorzała dyskusja na temat parytetów dla kobiet na listach wyborczych. Pod hasłem „Kobiety dla Polski, Polska dla kobiet” zbierano podpisy poparcia dla obywatelskiego projektu ustawy, mającej zapewnić połowę miejsc na listach wyborczych płci pięknej.

„Kobiet ma być 50% na wszystkich listach wyborczych w tym 50% na wszystkich pierwszych miejscach tych list wyborczych!” – grzmi posłanka do Parlamentu UE prof. Joanna Senyszyn. „Parytety to najskuteczniejszy mechanizm wyrównywania szans między kobietami i mężczyznami – uważa etyk, filozofka, b. pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn prof. Magdalena Środa. „Chodzi o zwiększenie szans dla kobiet, które chciałyby aktywnie uczestniczyć w polityce” mówi posłanka Izabela Jaruga Nowacka.

Lepszy mądry niż głupi

Przyznam, że wolę podział na mądrych i głupich kandydatów, a nie na kandydatów mężczyzn i kobiety. Wolę też podział na kandydatów, którzy reprezentują moje poglądy bądź ich nie reprezentują. Nie chciałbym, żeby na listach wyborczych w połowie były kobiety tylko dlatego, że są kobietami, tak samo jak nie chciałbym, żeby byli to mężczyźni tylko dlatego, że są mężczyznami. Takie rozwiązanie funduje nam natomiast lobby parytetowe – lobby podziału kandydatów ze względu na kształt krocza. Szkoda, bo ważniejsze powinno być to co osoba kandydująca ma w głowie, niż to co ma w spodniach. Parytety wywołają sytuację, w której lepsze na liście może być 50% kobiet „z łapanki”, wziętych do partii „na sztukę”, niż jeden mężczyzna, za którym przemawiałaby seria spełnionych kryteriów merytorycznych.

Głosowanie na chromosomy

Przyznaje rację Pani Joannie Senyszyn, że mężczyźni boją się parytetów. Boją się, że w przypadku, gdy zechcą kandydować, argumenty merytoryczne przemawiające za umieszczeniem ich na liście wyborczej odejdą w zapomnienie. Przegrają w starciu z parytetem, który zdyskwalifikuje samców za brak dwóch chromosomów X. W zamian za mężczyzn przygotowanych merytoryczne, na listę mogą trafiać dwa chromosomy X, które nie mają choćby jednego punktu w życiorysie świadczącego za ich przydatnością w działalności społecznej. Jest to hipotetyczna sytuacja, ale bardzo prawdopodobna, jeśli weźmiemy pod uwagę małą liczbę kobiet, które chcą parać się polityką.

Tak, „Polska jest kobietą”

Chciałbym, żeby kobiet było więcej w polityce. Jestem przekonany, że to ułatwiłoby przeprowadzenie wielu działań, które wyrównywałyby szanse płci pięknej w społeczeństwie. Wierzę, że wtedy polityka byłaby bardziej wrażliwa społecznie, przyjaźniejsza dla obywatela i mniej kłótliwa. Parytety zwiększają oczywiście szanse na przyciągnięcie pań do polityki, ale niosą za sobą też zagrożenie zatracenia kryteriów merytorycznych w doborze kandydatów. Wolałbym zatem, aby aktywizować kobiety poprzez zmianę postaw społecznych zamiast produkowania „ciosanych od siekierki” przepisów prawa. Chciałbym, żeby kobiety uświadomiły sobie, że powinny uczestniczyć w życiu politycznym. Ich chęć działania powinna jednak wynikać z własnych potrzeb, a nie z nakazu wypełnienia list wyborczych. Czy ktoś kazał Paniom Joannie Senyszyn, Magdalenie Środzie czy Izabeli Jarudze-Nowackiej (podziwianym zresztą przeze mnie) zostawać politykami? Przecież same tego chciały i wierzę, że głównie dlatego są tu gdzie są, mówią to co mówią i są dobre w tym co robią. Nie każmy zatem szefom partii sztucznie wyciągać kobiet „za uszy” do walki. W końcu mówi się, że „z niewolnika nie ma pracownika”.

Zmiana płci czy zmiana sposobu myślenia?

W demokracji władza pochodzi z rąk ludu. Polskie partie polityczne stosują zasady demokracji, według których formalnie nie ma politycznej dyskryminacji żadnej z płci. Brakuje tylko kobiet chętnych do udziału w życiu politycznym. Warto, aby Panie przekonały się , że powinny stawać do walki politycznej i mogą ją skutecznie prowadzić, a także wygrywać. Przykładów w życiu publicznym nie brakuje. Warto zatem pomyśleć nad długofalowa strategią i kampanią społeczną aktywizującą kobiety, która pokaże wyborcom zalety ich obecności w polityce.

Parytety dzielą obywateli na przydatność społeczną biorąc pod uwagę jedynie  płeć. Podział przebiega natomiast na linii innej niż rasa, pochodzenie społeczne, wyznanie, orientacja seksualna czy właśnie płeć. Ważniejsza dla zdrowego funkcjonowania społeczeństwa jest wiedza, poglądy i umiejętności danego człowieka.

Zobacz także informacje o parytetach na kandyduj.PL:
Połowa miejsc na listach wyborczych dla kobiet
Magdalena Środa: parytety to sposób na wyrównywanie szans
Liliana Sonik: parytety to dyskryminacja

Reklamy

14 thoughts on “Równouprawnienie w polityce

  1. Wydaje mi się, że autorką kwestii 50 % dla kobiet chodziło, że poprzez taką akcje zaktywizują kobiety do polityki… nie wiem czy to jest akurat najlepszy pomysł, ale taki był zamysł. Oderwanie od prac domowych (w ogólnym znaczeniu) i skierowanie do polityki.
    A czy w obecnym systemie wyborczym wybierasz najmądrzejszego to kwestia dyskusyjna mocno. Bo co się wie o takim kandydacie?! Generalnie wybory to konkurs piękności i popisy reklamowo-marketingowe. Pozatym kto ma więcej kasy i bardziej rozpycha się łokciami ma większe szanse, niekoniecznie ten mądrzejszy 

  2. calkowicie zgadzam sie z Twoja opinia na temat parytetwej pseudorownowagi, bo dalej idac tokiem myslenia rownouprawnieniowych krzykaczy w polityce polowe powinni zajmowac rowniez przedstawiciele innych grup spolecznych uwazanych za uciskane lub reprezentowanych w niewystarczajacej ilosci: inwalidzi, ateisci, homoseksualisci (przepraszam, ze tak w jednym worku) a nam potrzeba ludzi MYSLACYCH i choc obecnie nie widze dla siebie potencjalnego reprezentanta na scenie politycznej to uwazam ze parytetowy dobor tylko pogorszy klase naszej polityki.
    do tekstu mam tylko jedno „ale” – smiem watpic, ze zwiekszenie liczby kobiet w polityce nie spowoduje ze stanie sie ona MNIEJ klotliwa :>

  3. Osobiście mam ambiwalentny stosunek do parytetów, ale, być może z powodu wrodzonej przekory, takie teksty skłaniają mnie do przychylności dla tej idei.
    Dlaczego?
    Problemy, które poruszasz w tym wpisie to tylko czubek góry lodowej, a wiadomo, że z czubka góry nie widać. Być może dlatego mam po przeczytaniu Twojej opinii wrażenie, że albo zbytnio idealizujesz, albo kobiet się boisz.
    No bo tak:
    Idea kandydata, który będzie reprezentował swoich wyborcow ze względu na inteligencję i poglądy, a nie to co ma pod spódnicą jest szlachetna i jak najbardziej jestem za, tylko ma się nijak do rzeczywistości.
    Gdyby się miała, to 70% działaczy partyjnych obsadzających stanowiska i rwących się do nich nie miałoby prawa bytu. I z mądrością u nich marnie i z poglądami, z całym szacunkiem dla pozostałych 30%.
    Tu pozwolę sobie na ewidentną złośliwość: każda statystyka Ci powie, że kobiety są w tym kraju lepiej wykształcone niż mężczyźni, co niejako wiąże się z mądrością i innymi pozytywnymi cechami, o które Ci chodzi.
    Podsumowując braku kompetencji u kandydatek, nawet tych ‚na siłę’, nie należy się bać, tak jak i obecnie nikt się nie przejmuje absolutnie powszechnym brakiem kompetencji wśród kandydatów.

    Nie ukrywajmy też, żę tworzenie list wyborczych to jakiś złożony proces, gdzie drogą pozytywnej selekcji wybiera się najlepszych z najlepszych. Listy tworzy kilku liderów partyjnych i kolejność i płeć kandydatów na nich zamieszczonych to sprawa przede wszystkim ich oglądu na sprawę (oględnie mówiąc)a nie wynik obiektywnej i optymalnej decyzji.

    Twoje chcenie, żeby kobiet w polityce było więcej na nic się nie zda. Rzucanie paru okrągłych haseł o świadomości społecznej też kobiet nie zaktywizuje. Żeby kobiet było w polityce więcej, potrzebne są konkretne działania społeczno-polityczne na wielką skalę, ale obawiam się, że ze strony naszych męskich polityków takiej woli nie ma.
    Że parytetów nie trzeba aby politycznie uaktywnić kobiety widać wyraźnie w Szwecji – tam zapisu parytetowego w prawie nie ma, co najwyżej poszczególne partie ustaliły sobie systemy kwotowe. Mimo to kobiet w parlamencie prawie 50%. Dlaczego? Ależ to proste, Szwecja od lat konsekwentnie wprowadza wszelkie zasady równouprawnienia płci we wszystkich dziedzinach życia, takich jak choćby opieka nad dziećmi, i robi to przy pomocy zarówno litery prawa (a więc pod przymusem) jak i edukacji społeczeństwa.
    I jakby na Szwecję nie patrzeć nie można powiedzieć, że wiedzie im się źle.

    Nasz kraj zaś od lat konsekwentnie spada w rankinku równouprawnienia kobiet. Smutna ta prawda oznacza, że bez prawa narzucającego nam pewne standardy, w sposób naturalny nigdy nie dotrzemy do momentu, w którym kobiety w rosądnej ilości reprezentować będą naród, którego stanowią ponad połowę (a więc nie są nawet mniejszością).

    Rzekomy brak kandydatek na listy wyborcze nie wynika z rzeczywistego braku kandydatek, a bardziej z systemu działania partii, które „zachęcają” kobiety do- no wlaśnie „walki”, jak to ładnie określiłeś. Rzecz upraszczając kobiety wolą współpracować, nie walczyć i namawianie ich do zmiany swej osobowości by dostosować się do istniejących reguł bezwględnej walki politycznej może je dosyć zniechęcać. Oczywiście panom to z pewnością odpowiada, zmieniać się nie będą, bo po co, no i takie parytety to niewątpliweie zagrożenie dla obecnego status quo. A nuż kobiety okażą się mądrzejsze, a nie daj PB jeszce odporne na korupcje i ‚układy’ (z całym szacunkiem dla Agenta Tomka).

    No i dorzucając drew do ognia: nasza konstytucja dzieli jednak obywateli na kobiety i mężczyzn, więc tak jakby narzucała nam te parytety, czy chcemy czy nie. Czy przeoczenie to jakieś, czy wyraz niechęci pewnych polityków do różnych mniejszości, to sprawa na inny wpis. Ale jest jak jest i wręcz dziw bierze, że parytetów jeszcze nie ma, bo to niezgodne z konstytucją jest ;D.

    Oczywiście to, że wprowadzenie parytetów wcale nie musi zwiększyć aktywności kobiet w polityce, to jeszcze inna bajka, co widać na przykładzie Francji. To też trzeba robić z głową, a z tym u nas zawsze ciężko było.

    • Przyznam, że im bardziej zagłębiałem się w temat parytetów to tym bardziej targały mną sprzeczności i prawie zmieniłem poglądy. Po rozpatrzeniu wszystkich „za” i „przeciw” zostało jednak jak było. :)

      Widzę natomiast bardzo pozytywny efekt poruszenia tematu parytetów dla kobiet w Polsce. Dyskusja o parytetach pociąga za sobą dyskusję o reszcie góry lodowej, a nie tylko o samym jej czubku, którym jak piszesz, a z czym się zgadzam, są parytety. I to jest bardzo pozytywne, bo dla mnie parytety to jakiś rykoszet, a strzał powinien dotyczyć postaw społecznych w odniesieniu do roli kobiety w społeczeństwie. W tym nauki i praktyki m.in. kościoła katolickiego, która stawia kobietę na pozycji gorszej niż mężczyznę.

      Czy boję kobiet w polityce i idealizuję? Nie boję!!! :) Nie idealizuję, podaję natomiast obowiązujące założenia. Jeśli tworzy się listę wyborczą to założenie jest takie, że powinni na niej być najlepsi. Są patologie w tych założeniach, ale nie takie jak podnoszą zwolennicy parytetów dla kobiet.

      Jest też coś o czym nie napisałem w tekście, a co ma decydujący wpływ na moje poglądy. Jest to praktyka, a nie tylko wykłady na politologii i kilka publikacji. W tej praktyce nigdy nie spotkałem się dyskryminacją ze względu na płeć przy układaniu list wyborczych. Spotkałem się natomiast z sytuacjami, że wewnątrzpartyjny parytet narzucał, aby „żadna z płci nie była reprezentowana w stopniu mniejszym niż…”. Efekty tego zapisu bywały absurdalne. Facetów, którzy rwali się do pracy i nadawali do tego trzeba było zastępować kobietami, które nie chciały brać udziału w pracach danego gremium lub być na liście wyborczej. Gdzie sens? Jednocześnie potrafię podać przykłady wielu kobiet, które są aktywne politycznie, działają, a nawet są mocno wspierane przez gremia „opanowane przez samców”.

      Co do słowa „walka” – taki kolokwializm politologiczny, który faktycznie nie oddaje całości sensu. Nie można jednak zaprzeczyć, że polityka nie jest walką. Jest walką, jest współpracą, jest konkurowaniem, jest współzawodnictwem itd. Kobiety znakomicie sprawdzają się też w walce politycznej. Na to też mam dużo przykładów począwszy od kieleckiego podwórka po globalne. I tu jeszcze sprostuję to co wytknął kolejny komentarz. Fakt, kobiety nie są mało kłótliwe, miałem na myśli bardziej to, że nie doprowadzają do tylu konfrontacji co faceci. Pewnie wynika to z tego, że my samce od tysięcy lat walczyliśmy i konfrontacje mamy we krwi. W tym samym czasie, przez te same tysiące lat, kobiety obdarowywały nas uczuciami i opiekowały się potomstwem. To musi mieć wpływ na życie nawet teraz kiedy już nie ganiamy z włócznią za mamutami.

      Z resztą tez nie dyskutuję, bo moja odpowiedź już znajduje się w powyższym wpisie, ale jeszcze jedno dorzucę. Taka mała prowokacja. A co powiecie na parytety dla niepełnosprawnych ruchowo? Ta grupa ludzi ma w Polsce o wiele większe niż kto inny problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie. I co?

      • Moim zdaniem wiele kobiet rezygnuje z udziału w życiu publicznym/politycznym, ponieważ mając dylemat – wychowywać dzieci czy robić karierę, wybiera to pierwsze. Przypuszczam, że gdyby państwo zapewniało zaplecze do tego, że te dzieci jest z kim i gdzie zostawić, więcej kobiet byłoby aktywnych. W obliczu takich wyborów prawie każda matka wybiera dziecko. Innym wyjściem byłoby także zatrudnienie ojców na pełen etat przy opiece nad potomstwem, wtedy też kobieta mogłaby się spokojnie realizować. Bo zauważmy, że żony większości polityków (często wykształcone kobiety – np.żona Poncyliusza (prawniczka), Giertycha (prawniczka), Tuska, itd.) zrezygnowały ze swoich ambicji zawodowych na rzecz prowadzenia domu i tego, żeby mąż mógł robić karierę w polityce. Ilu mężczyzn potrafiłoby się tak zachować? Ja sama wolę chwilowo zając się dziećmi niż powierzać ich wychowanie obcej kobiecie bądź instytucji (przy okazji pojawia się temat przepełnionych żłobków i przedszkoli, braku w nich miejsc dla wszystkich chętnych). Ale gdyby mój partner wyraził chęć zostania w domu przez najbliższe 3 lata to ja z chęcią wystartuję w najbliższych wyborach! 
        Tak więc mały udział kobiet w życiu politycznym spowodowany jest nie tylko brakiem zainteresowania tą sferą życia, ale wyborem – kariera czy dzieci?

        Poza tym kobiety mają jednak mniejsze parcie na zdobywanie władzy, to od wieków była domena mężczyzn. W głównej mierze wynika to z naszej natury. Ale wszystko ewoluuje i cechy płci ulegają zmianie, role społeczne także.

        Ja jestem za wprowadzeniem parytetów, choć nie wiem czy na stałe, może na razie na próbę? Oczywiście każda rewolucja rodzi bunt, w tym wypadku głównie mężczyzn, który musieliby się podzielić władza z kobietą 
        Mam nadzieję, że kobiety jednak zaktywizują się i ich udział w życiu politycznym wzrośnie.

      • Aha, ostatnio czytałam ciekawy tekst w Newsweeku o „Wojnie kobiet”. Autorka tekstu przywołuje wyniki badań psychologa Philipa Goldberga, w których poprosił on studentów o ocenę eseju. Jedna grupa dostała ten sam tekst podpisany nazwiskiem mężczyzny, a druga kobiety. Wyniki były jednoznaczne – zarówno większość mężczyzn, jak i kobiet za lepszy uznała tekst podpisany przez mężczyznę. Wnioski nasuwaja się same – kobiety nie lubią kobiet i się nawzajem nie cenią. Przypuszczam więc, że kobiety będą i tak głosowały w większości na kandydatów płci męskiej, bo uważają, że płeć determinuje mądrość i inteligencję. Smutne, ale prawdziwe…

      • To, że dyskusja się zaczęła to bardzo dobra rzecz. To, że prawdopodobnie na dyskusji się skończy, to bardzo realne zagrożenie. Mamy już spory zestaw ‚tematów zastępczych’, ale przybędzie kolejny.

        Jeśli zaś chodzi o praktykę układania list wyborczych, to chyba musisz wyjaśnić co rozumiesz przez dyskryminację. Piszesz, że było absurdalnie, bo fajni faceci chcieli, ale nie mogli znaleźć się na liście wyborczej, bo ze względu na ustalenia wewnątrzpartyjne to miejsce należało się kobietom, a te były niechętne. Powiem tak: ja i siedem moich koleżanek z koła jak najbardziej w owych czasach już istniałyśmy na świecie, jednak nie przypominam sobie, aby ktokolwiek z układających owe listy wystąpił do którejkolwiek z nas z propozycją kandydowania. Rozumiem, że już na wstępie wszystkie panie wykreślono z powodu braku kompetencji?
        Jest jeszcze jeden ponury aspekt kandydowania, o którym się jakoś dziwnie nie mówi. Mianowicie kandydowanie kosztuje. I nie tylko chodzi tu o koszty skutecznej kampanii, ale o zwykłe ‚wpisowe’. Nie są to kwoty banalne i być może wiele osób rezygnuje z tego jakże prozaicznego powodu. Dla kobiet, które statystycznie zarabiają znacznie mniej niż mężczyźni, może być to powód zasadniczy. No i wypadałoby napomknąć o strategii ‚zapchajdziury’ – która akurat dotyczy obu płci, a polega na ‚wpuszczaniu’ kandydata na listę, gdy z góry wiadomo, że jest to stracona pozycja. Ostatnie wybory prezydenckie w naszym mieście były niejako klasycznym tego przykładem…

        Ach, prowokacja… Zasmuciła mnie ona, bo mam wrażenie, że tym przykładem pokazałeś, że traktujesz kobiety, jak każdą inną mniejszość. A kobiety nie są mniejszością. Kobiety stanowią połowę społeczeństwa (nawet nieco więcej) i, tak samo jak mężczyźni, znajdują się w każdej mniejszości, także wśród osób niepełnosprawnych ruchowo. Kto nie widzi zasadniczej różnicy pomiędzy dowolną mniejszością a kobietami, ten z pewnością nie widzi też potrzeby parytetów.

  4. W moim przekonaniu (wykształcenie ekonomiczne może tutaj wychodzi) wszędzie potrzebny jest wolny rynek i konkurencja. Polityk powinien wybierany być z powodu inteligencji, skuteczności itd. Zagwarantowanie komuś miejsca na liście to tak jakby zagwarantować że 50% zakupów w tygodniu będziemy robić w Tesco a następne 50% w sklepach osiedlowych a później to egzekwować mandatami. Zdrowy rozsądek podpowiada – parytet NIE.
    Inna sprawa udział kobiet w polityce. Potrzeba jest kampania uświadamiająca paniom, że one też mogą.
    P.s.
    „Wierzę, że wtedy polityka byłaby bardziej wrażliwa społecznie, przyjaźniejsza dla obywatela i mniej kłótliwa.” – Pani Poseł Beata Kępa jest tego świetnym przykładem :)

    • Piotrek, Pani Kępa jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Kiedyś też miałem do czynienia z oryginalna moją przełożoną w pracy – siedzi aktualnie na ławie oskarżonych za mobbing i łamanie praw pracowniczych. Skądinąd pochodzenie miała z tych samych kręgów politycznych co Pani Kępa. Na szczęście większość kobiet ma inną mentalność. Niestety je rzadziej widzimy w newsach medialnych ;)

  5. „ja i siedem moich koleżanek (…) jednak nie przypominam sobie, aby ktokolwiek z układających owe listy wystąpił do którejkolwiek z nas z propozycją kandydowania”

    Powiem szczerze, że do mnie też nikt nie występował z propozycją kandydowania. Po prostu sam się zgłosiłem nie oglądając się, aż mnie ktoś dostrzeże. Bo pewnie bym się też nie doczekał. Czy znam kogoś kogo proszono o kandydowanie? Lokalnie nie. W skali ogólnopolskiej wyproszono kiedyś Cimoszewicza i wiemy jak to się skończyło. Jeśli ktoś sam czegoś bardzo nie chce i sam do tego nie dąży to na nic starania reszty w interesie tej osoby.

    Co do kosztów wpisowego to nie wiem jak było/będzie we wszystkich komitetach wyborczych, ale w tym z którego kandydowałem dało się uzyskać zgodę na odstąpienie od wpłaty wpisowego. Zarobki kobiet faktycznie są niższe od zarobków mężczyzn, ale to jest tylko statystyka. Statystycznie pies i kura mają trzy nogi i po jednym skrzydle. Odniosę się zatem znowu do praktyki. Kiedy ja startowałem to w kieszeni miałem o wiele mniej niż reszta potencjalnych kandydatek i kandydatów. Na szczęście siła tkwiła we wsparciu przyjaciół i oczywiście przyjaciółek. :)

    Prowokacja była tylko po to żeby podstępem ;) wywołać dyskusję. Jeśli chodzi o mój pogląd to oczywiście podzielam Twój. Nie można porównywać kobiet do jakiejkolwiek mniejszości w społeczeństwie, bo to kobiety co najmniej w 50% tworzą społeczność i są częścią każdej mniejszości. Oczywiście. To była tylko (aż?) prowokacja. :)

    Ps. Proszę nie zapominaj, że mam jedynie wątpliwości co do samych parytetów. Natomiast kobiety podziwiam, staram się aktywizować jak i gdzie tylko mogę, a sytuację kobiet w społeczeństwie (szczególnie polskim) uważam za bardzo złą. Chciałbym żeby to się zmieniło i żeby kobiet było więcej w polityce. Na dowód podam przykład, że u mnie w domu zastosowaliśmy parytet 50/50 – jest nas dwóch samców na dwie mądre i piękne kobiety. ;) A tak na serio, jeśli ciążyłaby na mnie odpowiedzialność za wejście prawa o parytetach w życie to być może mógłbym zaryzykować jedne wybory żeby przetestować ten system w Polsce.

    • Powiedziałeś bardzo ciekawą rzecz, która właściwie rujnuje i Twoje pragnienie wyboru najlepszych z najlepszych i moje większego udziału na listach kobiet. Oto bowiem okazuje się, że listy zapełnia się tylko chętnymi, którzy zgłoszą się sami. Bitwa rozgrywa się co najwyżej o miejsce na liście, a jakie kryteria wchodzą wtedy w rachubę nie trzeba chyba wspominać. Oczywiście namawianie niechętnych mija się z celem, ale solidna informacja i zachęcanie na pewno krzywdy by nie uczyniło. A tego też brak.

      Właśnie, po co nam parytety, wystarczy trochę zachęty w ramach danej partii. Na przykład zwolnienie kobiet z owych nieszczęsnych opłat, a nawet – rozwijając ten pomysł – partia mogłaby poszaleć i pokryć koszty części kampanii kandydatek. To proste działanie promocyjne z pewnością wiele kobiet by skutecznie zmobilizowało. Jeśli da się zwolnić z opłat jedną grupę, to dlaczego nie inną?

      Odwołuję się do statystyki, ponieważ rozumiem, że dyskutujemy sobie teoretycznie, ogólnie, używając znanych schematów i stereopytpów. Praktyka, jak wspomniałeś, często wygląda inaczej, ale chyba nie o to chodzi w tego typu dyskusji. W praktyce to właściwie nie powinnam się odzywać, bo ja już wiem przy kim w głosowaniu krzyżyk postawię i kobieta to nie jest. Ale czy to czyni ze mnie osobę niekonsekwentną i hipokrytkę?

      Przy okazji przypomniało mi się, że nasz kraj jednak czyni pewne kroki w celu szeroko pojętego równouprawnienia płci. Oto wszedł w życie urlop tacierzyński. Moim zdaniem rzecz genialna, w jakimś stopniu niwelująca dyskryminację mężczyzn w tym zakresie. I o to właśnie chodzi, nieprawdaż? :)

      Jak chcesz prowokacji, to chętnie podrzucę parę standardowych tematów, które wzbudzają niepotrzebne emoje ;D

      PS. Przepraszam, jeżeli mój ton wypowiedzi Cię uraził. Aby dyskusja była interesująca pozwalam sobie na używanie powszechnych w inernecie technik, które niewątpliwie dalekie są od poprawności politycznej. Potraktuj to jako trening przez konfrontacją z prawdziwymi rekinami ;)

      • Wiesz, mnie nic to nie „rujnuje”. :) Od początku istnienia demokracji wyborczej wiadomo, że wybieramy nie ze wszystkich tylko z tych co godzą się być wybieranymi. Nie najlepszych z najlepszych w społeczeństwie tylko najlepszych z tych co zgłaszają się do „gry”. No i niech tak będzie, wybierajmy ludzi najlepszych spośród zgłaszających się (bez względu na ich płeć).

        Zwalniać z opłat kobiety? Nie, nie kobiety tylko konkretne osoby. Zwalniać osoby, które są w sytuacji materialnej, która nie pozwala im na poniesienie kosztów „wpisowego”. Tak, aby kryterium finansowe nie było przeszkodą. Traktujmy ludzi równo i dajmy im równe szanse bez względu na płeć.

        Urlop „tacieżyński”? Naiwność albo źle pojęty marketing polityczny. Większość mężczyzn spędzi „tacieżyński” na piciu piwa przed telewizorem. Chciałbym się mylić… Regulowanie wszystkiego przepisami prawa i wiara, że to załatwia sprawę jest naiwne. Chodzi o zmianę postaw społecznych, a nie o produkcję kolejnych paragrafów bez możliwości ich egzekwowania.

        Dziękuję za polemikę. Cieszę się, że tak rozkręciła się na moim blogu. Proszę o więcej także pod kolejnymi wpisami.

  6. Skoro mniej kobiet chce się angażować w życie polityczne to siłą rzeczy mają mniejszy udział w tym życiu i mniejszą tak zwaną „reprezentację”. Czy w takim razie powinno się wpychać kobiety na listy siłą? A może z łapanki? A może zastawimy sidła w lumpeksach by nałapać ich trochę na listy wyborcze? (tam też nie ma parytetów bo przeważająca część klientów to kobiety) A może zacznijmy wysyłać kobiety do pracy w kopalniach, hutach, stoczniach i innych tego typu miejscach? Znowu ktoś wie lepiej czego potrzeba innym.
    Żaden parytet nie jest nikomu potrzebny, tworzy to jedynie sztuczne podziały. Jedyna linia podziału powinna przebiegać pomiędzy głupimi i mądrymi.

  7. Pingback: Dzień Kobiet « Marcin CHŁODNICKI blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s